Dar czarnego licha

Była głęboka, księżycowa noc. Majestatyczny Range Rover mknął krętymi, leśnymi dróżkami tnąc mrok błękitnymi sztyletami świateł, potężny silnik sprawiał, że rześkie wiosenne powietrze zdawało się drżeć w jego rytm.

Za kierownicą siedział mężczyzna ubrany w skórzany płaszcz, założony na czarną rozpiętą koszulę. A jego nieuczesane, długie, kruczoczarne włosy spływały na ramiona. Twarz spowita była cieniem, tylko dzięki szafirowemu podświetleniu deski rozdzielczej można było dostrzec na niej ślady bogatej historii kierowcy. Jego oblicze przypominało trochę literackie wyobrażenia śmierci. Niebieski blask odkrywał kościste rysy bladej twarzy pokrytej licznymi bliznami. Demonicznego wrażenia dopełniały także niemal siwe źrenice, smutnych oczu.  

W radiu grali akurat “Fear of the dark”, Iron Maiden. A droga zaczęła połyskiwać w kroplach deszczu. Ręka mężczyzny powędrowała nerwowo z kierownicy na siedzenie pasażera. Jakby czegoś tam szukała. Wyglądało to tak, jakby próbował wymacać coś czego ewidentie nie było na zimnym skórzanym siedzisku. Wracając ręką zabrał z uchwytu pusty kubek po kawie, po czym próbował wydusić z niego ostatnie kilka kropel życiodajnego płynu. Czuł, że wąska asfaltowa ścieżka powoli rozmywa się z poboczem, a z każdym zakrętem utrzymanie kilkutonowego terenowego kolosa na drodze stawało się coraz większym wyzwaniem. Raz po raz widok drogi przed oczyma znikał, ustępując miejsca ciemności. Wzdrygał się wtedy ze strachem, nerwowo szturchając kierownicę. Jednak nie myślał się zatrzymywać. Jego myśli wypełniało marzenie o ciepłym łóżku w pachnącym wanilią hotelu u celu podróży. Mimo podejmowanego ryzyka nie opuszczała go pewność siebie. Nawet wtedy gdy zasypiając za kierownicą został obudzony przez przeraźliwy pisk systemu kontroli trakcji, informującym o nagłej zmianie toru jazdy.

Postanowił otworzyć szyby by wpuścić do wnętrza trochę orzeźwiającego, deszczowego powietrza. Pod jego wpływem zachwycił się mijanym krajobrazem. Promienie księżyca tańczyły z kroplami deszczu pośród wysokich traw, niebo przybrało niemal boski odcień granatu. Jakiego dotąd nie widziały jego oczy. Nagle z łąk wyleciały miliony maleńkich światełek, owady zdawały się tworzyć świetlny łańcuch przed maską auta, po to by na końcu je okrążyć. Co niektóre nawet dostawały się do wnętrza przez otwarte okna, przenosząc do niego bajkową atmosferę.

Nagle wszystkie te cuda zniknęły niczym wypalone pudełko zapałek. Przed oczyma naszego bohatera mignęła niby iskra. Poczuł tylko potężne uderzenie wpierw w podłogę a potem w dach wozu. Ostatnim co zapamiętał był krzyk gniecionej stali i szyb zamieniających się w mak.

Gdy się obudził nie było już księżycowej nocy, świetlików ani deszczu. Efemeryczna chwila boskiego piękna rozpłynęła się w mroku, wystarczyło kilka sekund grozy. Wrak otaczała nieprzenikniona ciemność a powietrze pachniało wszechobecną glikolową mgłą. Mężczyzna otworzył oczy i rozejrzał się. Podsufitka nad jego głową swobodnie zwisała, ukazując sporą dziurę w dachu przez którą do wnętrza zaglądała sosnowa gałąź. Wyświetlacz nawigacji pokazywał tylko pionowe różnokolorowe pasy, a na desce rozdzielczej migotały wszystkie możliwe kontrolki. Srebrny napis “Range Rover” na kierownicy, który jeszcze przed chwilą był symbolem elegancji i statusu społecznego, teraz pokrywała gęsta krew.

Jako, że drzwi kierowcy się nie otwierały, zapalił światło i obrócił się w kierunku drzwi pasażera z nadzieją, że okażą się one drogą ucieczki. Wtem ujrzał na bocznym siedzeniu kobietę. Drgnął z przerażenia.

-Nie bój się piękny chłopcze. To była twoja ostatnia przejażdżka tego dnia. - rzekła głosem tak aksamitnym, że można by w niego owinąć niemowlę.

-Co się wydarzyło i kim ty do cholery jesteś?- zapytał

-Roztrzaskałeś się o głaz, wpadłeś w pułapkę Morfeusza.

Dziewczyna miała iście perłowe włosy, a na drobnym ciele nosiła zwiewną sukienkę. Tak cienką, że słabe światło lampki we wnętrzu niemal ją prześwietlało. Ciepły wyraz jej bladej twarzy wzbudził ufność naszego bohatera. Na pytanie o imię odpowiedziała:”Dobromiła”.

-Jak się tu dostałaś?- zapytał

-Mam swoje sposoby- zażartowała

-Takie dziewczyny spacerują nocą samotne po lesie?- zapytał podejrzliwie

-Mieszkam tu, narobiłeś mnóstwo hałasu, więc przyszłam zobaczyć co się stało. I muszę przyznać, dawno nie było tu kogoś takiego.- odpowiedziała z pozorowaną nieśmiałościa

-Tu?

-Jesteśmy w pradawnej puszczy kochany. Nie często tacy jak ty tu się zjawiają. Rzadko ktokolwiek tu wchodzi, szczególnie po zmroku.

Sprawa zaczynała się robić coraz to bardziej tajemnicza, wypadek, noc, piękna kobieta, pradawny las. W głowie ułożył sobie, że to po prostu dziewczyna mieszkająca we wsi niedaleko i, że wypadek faktycznie był widowiskowy co przyciągnęło ją na miejsce.

-Musimy opuścić wrak, jesteś ranny.

-Nie wiem czy dam radę wyjść oknem. Musiałem mocno oberwać.

-Wyjdź drzwiami.- odparła stanowczo

-Nie mogę, są zablokowane.- wydusil z wyraźnym cierpieniem w głosie

-Spróbuj jeszcze raz, proszę.

Zablokowane drzwi otworzyły się lekko, jakby prowadzone od zewnątrz niewidzialną ręką.

    Nasz bohater z grymasem bólu na twarzy, wyczołgał się z wraku “legendy z Solihull”. Jego głowa, spoczęła na chromowanym progu luksusowego auta, reszta ciała legła na miękkiej leśnej ściółce. Dziewczyna o anielskiej  twarzy pochyliła się nad nim czule. Udarła kawałek białej sukienki i zebrała odrobinę leśnego ziela. Następnie oparzyła jego krwawiącą nogę. Liśćmi ziół czule dotykała jego poharatanej twarzy.

-Niedługo przestanie cię boleć- wyszeptała troskliwie

-Jak masz na imię chłopcze?- szeptała dalej

-Adam, dziękuję, że ze mną jesteś. Proszę wróć tylko do samochodu. Przy lusterku jest moduł HelpLR. Przyciśnij dłużej czerwony przycisk i powiedz, że miałem wypadek. Służby ratunkowe dzięki temu mnie znajdą.- Z trudem sformułował tę prośbę. W jego głosie słychać było wyraźnie cierpienie. Od kiedy obudził się po wypadku, słabł z sekundy na sekundę. Jego głos robił się cichszy a na twarzy czerwone osocze zaczęło mieszać się z potem, którym zalewał się mimo chłodu tej wiosennej nocy.

-Tutaj nie działa żaden system, już za chwilę będzie ci lepiej. Nie będziesz ich potrzebował.

Dobromiła podłożyła mu pod głowę kepę miękkiej trawy, pogładziła bladą dłonią po policzku.

-Śpij spokojnie… obudzisz się o świcie. Wszystko będzie dobrze.- Rzekła uspakajając na wpół nieprzytomnego Adama.  

-To będzie świt, twojego człowieczeństwa- dodała szeptem gdy jego blade powieki skryły umęczone oczy.

Komentarze

Popularne posty