Carpe diem
Niby dorośli, a jednak wciąż dzieci,
Mosty za sobą palimy.
Nie dajmy sobie życia zaśmiecić,
Nie łapmy życiowej padliny.
Popatrzmy w niebo na ptaki i chmury,
Popatrzmy na słońce świecące.
Zniszczmy wszystkie te zbędne mury
I łapmy impulsy drżące.
Złapcie me dłonie, pofruńmy wysoko,
Unieśmy się na naszych lękach.
Niech nasza relacja nam będzie opoką,
Niech spocznie na naszych rękach.
Puścimy świetliki miłości szczęśliwej,
W oczy wam spojrzę radosna.
Grzechy zamażę mej duszy strachliwej,
Niech znowu nadejdzie w niej wiosna.
Rozpuszczę włosy i wpletę w nie kwiaty,
Z waszymi zrobię to samo.
Połączmy te nasze odrębne światy,
A martwić będziemy się rano.
Wszystkie oczy niebieskie, zielone,
Jak woda w jeziorze i trawa,
Popatrzcie, tam w górze pędzi jelonek,
A życie się w nas odnawia.
Znów jest możliwe pokochać człowieka,
Lecz najpierw od siebie zacznijmy.
Świat naszej spragniony bliskości czeka,
Ku odkupieniu biegnijmy.
Zatańczyć pragniemy na trawie boso,
Wśród wiatru wokoło wirować,
Chwalić się szczęściem rudawym kłosom,
Miłości od nowa smakować.
Komentarze
Prześlij komentarz