List do Matki

Matko, Twe wyspy nigdy nie odkryte, nieskalane dłonią ludzką.
Otwieram łono, płonę i połykam mą niewinność.
Na wzór wszelakiej fauny, chce sprzedać mą niewinność.
Głosić prawdę, płynąć pod prąd rzeki, w drodze po nieczystość.
Twa aura nie jest byle czym.
Uściślę to, agonalnym stanem powitałaś nowobylców.
Ty, co po Tobie boże stopy stąpały.
Ty, co po Tobie ludzkie kości wrzały.
Ty, co we wnętrzu swoim skrywasz Zeusa zew.
Ty, giniesz jak ścierwo, jak dziki zwierz.
Nie boję się wypowiedzieć tych słów kilku prostych.
Gniewu okazać co od Nigeri, aż po Islandię krąży.
W końcu co się bać tego, co i tak nastąpi.
Natura problemów nam nie skąpi.

Komentarze

Popularne posty