Kamienica
Pośród starych kamienic całowanych bluszczem,
na pewnym starym osiedlu, na parterze w mieszkaniu
pewna młoda kobieta przeglądając się w lustrze,
zastanawia się, co właściwie wiedzieć ma o kochaniu,
skoro jest tylko poetką w koronkowej bieliźnie
czarnej jak jej źrenice i balustrada balkonu.
Czy podarować jej serce kiedyś w końcu przyjdzie,
a jak już podarować, no to kiedy i komu?
Czy pojawi się kiedyś ktoś przystojny w jej bramie,
a może jednak ma go wypatrzeć na ulicy
pośród kramów kwiaciarek lub przy innym straganie,
a może, może on już jest w jej kamienicy?
Może to ten chłopak z mieszkania na poddaszu,
ten o smutnych oczach, co ma labradora
ten, co tęskno rozgląda się po korytarzu,
którego porą życia jest ta nocna pora.
A może ona dziś włoży swą sukienkę w róże,
kupi ptysie w cukierni na dole przy bramie,
lecz odwagi jej braknie nim będzie na górze
i zje ptysie sama, i się zajmie pisaniem.
I będzie więcej gdybać, i ucieknie w marzenie,
bo nie wie takiej prawdy, która żyje wokół,
że tylko dola ludzka, to losu zrządzenie,
wie kiedy, gdzie i kogo postawić przy jej boku.
Komentarze
Prześlij komentarz