Apokalipsa
Susza serca, zmysłów kataklizm, trwoga miłosna, moje przymierze, wspólna więź.
Słońce złośliwie składa nas do grobu.
Ostatni śpiew, ostatni chór.
Cierniem obrasta jedwabna skóra, a grunt osuwa się spod stóp. Światłość nade mną przeraźliwie zwisa, oślepia mocą prawdy.
Począwszy od kropli krwi, wysysasz ze mnie Ojcze żądzę egzystencji.
Ni oddam korony, nie złożę ślubów.
Nie klękam przed byle kim.
Opuszczam fantazję chłodnej nocy jesiennej, odsuwam kamień z serca i lekkością delektuję pustkę.
Ad Patres!
Słońce złośliwie składa nas do grobu.
Ostatni śpiew, ostatni chór.
Cierniem obrasta jedwabna skóra, a grunt osuwa się spod stóp. Światłość nade mną przeraźliwie zwisa, oślepia mocą prawdy.
Począwszy od kropli krwi, wysysasz ze mnie Ojcze żądzę egzystencji.
Ni oddam korony, nie złożę ślubów.
Nie klękam przed byle kim.
Opuszczam fantazję chłodnej nocy jesiennej, odsuwam kamień z serca i lekkością delektuję pustkę.
Ad Patres!
Komentarze
Prześlij komentarz