Sonet I
Wędrowca bieżący konno po globie
Co poszukuje, co dąży, co marzy -
Na niebie gwieździsty szlak nam wyżłobie
Prosto jak łza słona na dziecinnej twarzy
Przebiegnie przez żyto, zaszumi w pszenicy
Cicho rozrzuci przy rzece kamienie
Zatrzaśnie umyślnie drzwi wiejskiej kaplicy
I pełen natchnienia przyleci do Ciebie
Przyfrunie pod Twoje otwarte w nocy okno
Zaszumi firanką i ruszy list na szafce
Nie chce on teraz na smutnym deszczu moknąć
Oprze się zmęczony na pustej karafce
Wtedy z wielką nadzieją muśnie Twoją szyję
Lecz nic mu to nie da, bo Ty już nie żyjesz
Komentarze
Prześlij komentarz