Upadłem
Kochałem cię jak matkę byłaś moim drugim biciem
Na bardzo długo chciałem zżyć się z twoim żyć
Pragnąc wstawać razem z tobą i z tobą żegnać dzień
I rzucić na rozgrzaną ziemię choćby mały cień.
Ale upadły łzy , te podróże i marzenia
Poległo co nie miało , nawet bez wzruszenia
Zabrane zostało te ciepło i beztroska
A dane mi było tylko ból i większa chłosta.
Święta spędzone samotnie - i to jest twoja wina
Przez Ciebie dziś wybija ta ostatnia godzina
Już nie pragniesz mojej skóry bo masz już przy boku
Zabraniasz mi wykonać nawet małego kroku.
Upadłem i chcę wstać po raz kolejny
Ale coś trzyma przy ziemi jak bym był przeklęty
Mówisz że błagając jestem monotematycznym
Słowami szybciej przyklejasz niż klej błyskawiczny.
Komentarze
Prześlij komentarz