Śmierć Muzą Poety

Najdoskonalszej śmierci poety, towarzyszyć już będą tylko róże na dnie grobu, trumna w czeluści, odmęty spadająca, torująca nowe szlaki.
Śniłem białej nocy, o dostojnych welonach tam u Ojców, i je wymodliłem.
Dziś zaznam smaku czary cierpienia na mych ustach, i zwiędnę do szpiku.
Nie od dziś przecież wiadomo, śmierć czyni artystą.

Najskrytsze odbicie w lustrze.
Przemawia do mnie tak okrutnie.
Aura Twa Panie, wciąż przeraża mnie.
Znów powracam w snach do tamtego dnia.

Jak mogę Ci składać ofiary.
Gdy nawet nie chcesz skryć mnie pod sercem?

Dlaczego mój Panie, pragniesz mnie jedynie gdy odchodzę?
Nadszedł już najwyższy czas by zerwać przymierze odkupienia.
Myśl o mnie jako o twarzy Twej jedynej kompanii, aż się stanę martwym wspomnieniem.

Zawsze wiedziałam, że mam w sobie coś z anioła.
To jak magiczna maść na ostrupiałe skrzydła.
Nie ma już
ścieżki, którą mogłabym przemierzać.
Przeszłością dumnie kroczę, co woła leć!
Dlaczego mój Panie, pragniesz mnie jedynie gdy odchodzę?
Nadszedł już najwyższy czas by zerwać przymierze odkupienia.
Myśl o mnie jako o twarzy Twej jedynej kompanii, aż się stanę martwym wspomnieniem.


Już przenikam przez tkanki boskie, podduszane.
Karmię się Waszym sumieniem, nie oczekuję na nic w zamian.
Będę się śmiał gdy nadejdzie ostateczny dzień.
Krew jak wyborne wino będą z mych ran sączyć.
Jak tamta biedaczka, znów się zmierzą z ziemią.
Nadzieje umrą ostatnie.

Komentarze

Popularne posty