Oda do miłości / Do Flagi Argentyńskiej wiszącej na ścianie
Trzy pasy
Trzy kolory
Dwie nadzieje
Jeden sen
Walka o przyszłość
I słońce które z jej środka woła że dam radę
Niczego nie robi
Tylko wisi
Niby nic a jednak daje odwagę
Patrzysz na nią codziennie
Dla ciebie jest niczym
A dla mnie wszystkim
To nas różni
Ty mówisz że moje marzenie jest nierealne
Ja gdy na nią patrzę wiem że mi się uda
Kawałek papieru 30x28
centymetrów
A potrafi pokazać drogę życia
Nie zawsze łatwą i piękną
Ale wyboistą krętą niebezpieczną…
Liczą się jednak chęci
Umie wyznaczyć kierunek z którego nie można zboczyć
To kierunek do podążania
Nie do narysowania na mapie
Rozumie mój ból
Przecież tyle razy pytałam się jej
Dlaczego?
Wiesz…
Nigdy nie odpowiada
Nigdy nie przytula
Ale jej barwy stają się coraz intensywniejsze
Te kolory rekompensują wszystko
Ból
Wysiłek
Zwątpienie
Powiem ci jeszcze że ona tylko wisiała… i nadal wisi
Mała we wielkim pokoju
Lecz jako jedna z niewielu rzeczy definiuje mnie
Może mi nie uwierzysz…
Ale Ona w nocy płacze…
Płacze czasem tak mocno że nie mogę spać
I nadal nie rozumiem
Bo Ona tylko wisi
Ona płacze…
A pomiędzy łzami woła
WRACAJ
Nie mogę już znieść tego głosu
I wiesz…
Wracam…
Codziennie…
Wtedy widzę Jej uśmiech
Ale ona nadal woła
WRACAJ
I ja wiem że muszę zostać
A wiesz…
Jest moment kiedy przestaje wołać…
Przestaje gdy ciepło o Niej pomyślę
A najśmieszniejsze jest to
Że czuję że Ona myśli o mnie
To nie koniec…
Ale wiesz…
Ja po prostu czuję że nie mogę jej zawieść
I wrócę
Bo Ona tego chce
Ale nie tylko
Wrócę bo czuję Jej miłość
Tylko Ona zawsze mnie rozumiała
I wiesz…
Idę
Płynę
Lecę
Na razie blisko
Ale coraz bliżej Niej
Bo jest moja
Jak matka
Uczyła cierpliwości
Kazała czekać
Powtarzała proste słowa
Dzięki Niej rozwinęła się kolejna trudna miłość
Miłość do Jej języka
Ona powiedziała tylko słowo
A ja sama poszłam dalej…
Nie oglądałam się za rodziną
Ale jednego na pewno nie wiesz…
Przestaję myśleć…
Od dawna nie tęsknię już tylko za Bogiem
Od kilku lat tęsknię za Nią…
Jak tęskni się do ojczyzny…
Wiem że to głupie
Buenos Aires nie poda mi przecież ręki
Ale mam wrażenie że Je znam
Przecież to Ono utula mnie do snu
To Ono podaje mi rękę gdy spadam…
Tego pragnienia nie ujmę słowami…
To pragnienie przewija się w każdym wierszu
Nie wyjaśnię ci
Jak?
Po co?
Dlaczego?...
Nie wyjaśnię ci
Bo sama nie wiem
Zrozumiałam jednak co innego…
Zwykłe gesty i słowa nie wystarczą…
To one tyle razy robiły ze mnie wariatkę
Tu trzeba odsłonić
serce
Walka nie toczy się tylko o przyszłość
Bitwa zdecyduje także o psychice
To wołanie mnie zabija…
Śmiało
Dobij mnie
Ale ta potrzeba bycia tam…
Tysiące kilometrów od Polski…
Ona jest zbyt silna aby ją porzucić
Uwierz…
Próbowałam…
Dorosłam…
Teraz wiem że nie ma tam innego chleba
A pieniądze nie rosną tam na drzewach
Rozumiem że życie tam nie będzie łatwiejsze
I nie wszyscy będą moimi przyjaciółmi
Ale muszę spróbować…
Uznasz mnie za idiotkę
Śmiało
Powiesz że zwariowałam
Masz rację
Wariuję od tego Jej wołania…
Tylko to ciągłe WRACAJ
Przecież wiem…
I Bóg też to wie
Wiemy to razem
A On ma w rękach moją kierownicę
Wiesz..
Po prostu Mu ją oddałam
Teraz wiem że Bóg to najlepszy kierowca i przewodnik
I ty też powinieneś
oddać Mu swoją
Niby niewiele
A zmienia życie
I posłuchaj
On też jest na tej fladze
I On też chce żebym WRACAŁA
Bo On ma mój plan
Więc teraz widzisz…
Woła Ona i Bóg
Jednym głosem
A Boga trzeba się słuchać
Wiesz…
Kiedy myślę o Bogu i patrzę na Krzyż
Ona cichnie…
Chwali Go i oddaje mu pokłon
Kończąc ten rozdział życia
Pragnę napisać…
Bardzo tęsknię za Nią i Bogiem
Od życia zaczęłam
I życiem zakończę
Żyję…
A w życiu dwa razy nic się nie zdarza
Z wyrazami szacunku
Klaudia
Komentarze
Prześlij komentarz