Ballada o Ana'nie


Nie szukaj szczęścia w chwilach, co minęły już.
Bo tyś mą bohaterką, którą stworzył los.
Ktoś kto otworzył serce, dał mi miłość swą.
Więcej niż z inspiracji, tworzę prozę tą.
Skarbie swym jaskółeczkom, utworzyłaś dom.
Lecą wprost do Londynu, bo tam przyszłość masz.
Jak wierni przyjaciele, przecierają szlak.
Bo niebo wkrótce Tobie, swą nagrodę da.
Ptaki zawsze przed Tobą, otwierają świat.
W miejscu niespodziewanym, rozpoznasz ich ślad.
Zobaczysz tam mężczyznę, on melodię ma.
Do końca swego życia, do niej słowa znasz.
Choć on wojuje dzielnie, Ty mu spokój dasz.
Będzie powracał wiernie, tylko szansę daj.
I dzięki Tobie wierzy, że już umarł strach.
Nauczysz go swym wsparciem, jak trzeba śpiewać.
Uwolnisz w nim mężczyznę, którym chciał się stać.
Pozwolisz się odkrywać, poznać miłość Twą.
Poruszysz wszystkie zmysły, myślą kurs nadasz.
I w jego własnym filmie, główną rolę masz.
Będziecie patrzeć w niebo, na jaskółki Twe.
Wyszukasz bystrym wzrokiem, ukochanej „Fe”. (z hiszpańskiego "Fe" oznacza "Nadzieja")
Wtedy wiara z nadzieją, jednym staną się.
A on ramieniem swoim, upewniać będzie.
Przytuli kiedy płaczesz, ukoi Twój ból.
Na Twoich własnych oczach, tak się dziej cud.
I choć go tutaj nie ma, bo wyjechał w bój.
Nie ważne ile czekasz, on i tak jest Twój.
Na polu bitwy ptaki, pomagają mu.
W jakimś biednym namiocie, kreśli słowa dwa.
Że musisz wiedzieć że on, jeszcze życie ma.
Wróci okaleczony, i bez wiary w was.

Lecz Ty swą wiarę masz, wiesz co mu musisz dać.

Nie będzie błagać abyś, poświęciła czas.
Powie że nic nie warte, tylu blizn i ran.
Na swoim wózku ginie, w swoim bólu sam.
Lecz Ty podajesz rękę, przecież jesteś tam.
On odmówi pomocy, honor resztką szram.
Ty ręki nie zabierzesz, chcesz pokonać strach.
Codziennie pokazujesz, że szacunek ma.
Wreszcie jednak zrozumie, nie da rady sam.
Odtąd walczycie razem, w głowach wspólny cel.
Chcecie pokazać sobie, nie opuszczę cię.
Ty nawarzyłeś piwa, razem pijmy je.
Teraz w drodze do nieba, pokonamy gniew.
Choć ścieżka mgliście kręta, nie poddamy się.
O twoją przyszłość miłość, bardzo stara się.
Przejdziemy przez to wspólnie, jak przez noc i dzień.
Może wreszcie zrozumiesz, Ona kocha cię.
Choć rehabilitacja, bardzo trudna jest.
To Ty na niego czekasz, to kochanek Twój.
Mówisz że musi żyć, krzyczysz że musi śnić.
Na wspólny spacer czekasz, przecież nie od dziś.
I on tak walczy dalej, chce pokazać Ci.
Że po okropnej burzy, przyjdą lepsze dni.
Dla Ciebie bohaterem, a  dla siebie nikt.
To właśnie ta różnica, budzi go gdy śpi.
Po paru latach walki, widzisz tylko w nim.
Swoją bezpieczną przystań, do przyszłości drzwi.
On nadal nie rozumie, co Ty kochasz  w nim.
Gdy w końcu wygrywacie, to są dobre dni.
Już coraz bliżej celu, myślą chwalisz go.
Bo nasz świat nie zrozumie, jak Ty kochasz go.
Oto Twój dzielny żołnierz, poddaje się łzom.
Z początku bardzo blisko, metr jest przeszkodą.
Lecz z czasem już coraz dalej, duma w piersiach gra.
Jak małe dziecko które, pragnie biec wciąż w dal.
Tak teraz piękny facet, sobie w piłkę gra.
Kupuje bukiet kwiatów, i pierścionek ma.
Przyklęka na kolano, w głowie jego strach.
Zostaniesz żoną moją? – po kryjomu łka.
Przecież już Ciebie poznał, mówisz tylko „Tak!”.
Na palcu Twym pierścionek, jednak radę dał.
On ćwiczył to pytanie, pytał niczym z nut.
Ulatuje wątpliwość, szczęście dałaś mu.
Po prawie trzech miesiącach, tylko mówisz już:
„Tak bardzo się martwiłam, gdy pisałeś mi:
Że jeszcze jesteś żywym, nie wiedziałam nic.
Choć ptaki pomagały, (mi) nie pomogły nic.
A gdy cię zobaczyłam, nie wiedziałam jak.
Tak bardzo chciałam pomóc, lecz sposobu brak.
I chociaż mówiliśmy, że spełnimy sny. ..”
Teraz znów w jego oczach, połyskują łzy.
Przyciąga Cię do siebie, i nie mówi nic.
Bo żadne jego słowa, nie odpuszczą win.
Milczycie sobie razem,  pojednanie dusz.
Od teraz jednym ciałem, przyszli żona (i) mąż.
Minęło całe lato, ołtarz z dala lśni.
„Do końca życia razem, tylko ja i ty.”
Na dobre i na złe, on nie zostawi Jej.
Raz zaciągną pożyczkę, i nie spłaci jej.
Uściski pocałunki, już nie ważne nic.
Co Bóg połączył mocą, nie rozdzieli nikt.
Bohater z Bohaterką, wspólny tworzą rytm.
Kolejne lata płyną, dziecko płacze im.
Po nim jeszcze kolejne, razem czworo ich.
Kolejne siwe włosy, córka mężem śni.
Lecz oni wiedzą dobrze, życie płynie im.
Teraz osiemdziesiąta, jedno z drugim łka.
Przychodzi zła godzina, żniwo zbiera świat.
Złapani za swe ręce, razem wziął ich Pan.
Ona nauczycielka, on żołnierz za kraj.
Imiona ich są prosta, Ana i jej Kay.
Teraz historię życia, każdy już ich zna.
A ptaki lecą dalej, szukać innych par.
Ochronią inną Anę, dadzą jej swój świat.
I poprowadzą Kaya, by jej serce dał.

Choć smutne zakończenie, błogi finał mam.
Bo Ana razem z Kayem, nawet w niebie tam.

Komentarze

Popularne posty