Ballada o podróżniczce


Ciągle  jeździ po świecie, tu jej nie ma już.
Zwiedziła prawie wszystko, szansę dał jej los.
Paryż Londyn i Bali, wolna niczym ptak.
Lecz skrzydła ma złamane, kto naprawić ma?
Po drodze biegnie sama, to jej własny cel.
Odwiedzić wszystkie miejsca, gdzie spotkali się.
Tak łatwo skruszył  serce, ona składa je.
Niestety porozrzucał, on kawałki te.
Jeden leży w Madrycie, inny Dakar ma.
Tokio Warszawa Moskwa, Praga Canberra.
Wiedeń Algier Santiago, Quito Manila.
Buenos Aires Waszyngton, Oslo Panama.
Lizbona Lima Sztokholm, Tunis Ankara.
Rzym Wilno Kopenhaga, Tallin Lublana.

O spokój walczy swój, o pokój stacza bój.

Samolot nowym domem,  w mięśniach czuje ból.
Tyle ostatnich razy, obiecywał jej.
Ona w końcu zwątpiła i poddała się.
Przepraszał milion razy, lecz rozum swój ma.
Nigdy nie wybaczyła, że zawalił świat.
Jest tylko jedno miejsce, gdzie nie spotka jej.
Jego rodzinne Glasgow, tam poznali się.
Lecz matki nienawidził, więc wyjechał hen.
Wraca do gniazda orła, tam bezpiecznie jej.
Już misja wykonana, więc normalny dzień.
Wtem znajome stukanie, drzwi przemyka cień.
Otwiera bez myślenia, pomnik stoi w nich.
Wróciła pierwsza miłość, czy zostanie z nim?
Przez cały czas tak chciała, dopowiedzieć mu.
Chociaż minęły lata, wciąż miłości cud.
Nie mówi a całuje, to wyraźny znak.
We drzwiach jak zniewoleni, coś chyba nie tak.
Po tych złowieszczych chwilach, jeszcze złączył świat.
Idealnie wtuleni, jak róża i mak.
Rany niezabliźnione, już nie krwawią tak.
Pada pierwsze „przepraszam”, znowu szansę ma.
Teraz trzeba skorzystać, mówi „proszę wejdź”.
I po kilku godzinach, serce skleja jej.
Całkiem niespodziewanie, nowe życie tchnął.
Pokazał że pomoże, czy zbudują dom?
Na starych fundamentach, nowy kwitnie kwiat.
Rozwija się już pączek, z różą jest jej mak.
Rozstania są bolesne, jednak ufa że.
Po najtrudniejszych chwilach, wschodzi nowy dzień.
Ponosi ich fantazja, więc samolot znów.
Startuje i ląduje, to miłości cud.
Znów Londyn i Amsterdam, razem dwójka dusz.
Podróże zapomniane, pokazuje los.
Myślała że nie można, razem tylko z nim.
Wciąż odkrywają miejsca, gdzie ich nie zna nikt.
To plecak i walizka, i zamknięty świat.
Kwiat z bliska i daleka, podziwiają raj.
Były nigdy nie znajdzie, zostawiła list.
Pisze że odnalazła, cząstki serca w mig.
On ciągle niedowierza, ciągle szuka jej.
Ona już nie ucieka, już bezpiecznie jej.
Na drugim końcu świata, postawiła punkt.
Starą nową miłością, tworzy właśnie cud.
Na morze wypływają, tam ma być ich ślub.
Lecz sztormy dopadają, niczym statku bunt.
Już następnego ranka, smutny fali szum.
Kobieta bez kochanka, stawia własny mur.
Kolejnej burzy ginie, idzie tam gdzie on.
Zostawił ją w dolinie, poddała się łzom.
Jej miasto jest w ruinie, został jego dom.
Ukrywa się w mieścinie, wyznać miłość swą:
„Wiedziałeś że kochałam, a Cię zabrał Bóg.
Mój płacz już nie ucichnie, bo masz miłość mą.
Pozostawiłeś samą, och wybawco mój.
Ten świat w wiecznej ruinie, Nikt naprawi go.
Dlatego właśnie teraz …”
Słychać głośny strzał.
W tej nieszczęsnej mieścinie, to miłości żar.
Już nawet nie oddycha, co tam ból i strach.
Idzie do miejsca zbiórki, twarda niczym stal.
Anioł do nieba windą, widzi jego twarz.
Na zawsze są szczęśliwi, oto koniec wasz.

Komentarze

Popularne posty